I LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE IM. BOLESŁAWA CHROBREGO W PSZCZYNIE I LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE DLA DOROSŁYCH

Miś Wojtek tak naprawdę nie nosił amunicji

W ubiegłą środę, 4 lutego uczennice i uczniowie klas trzecich i czwartych pod kierownictwem pani profesor Joanny Szwedy udali się do Teatru Słowackiego, by zobaczyć współczesną adaptację epopei Pan Tadeusz w reżyserii Wojciecha Klemma.

W dalszej części artykułu zamieszczamy fragmenty artykułu Michała Śmiei i relację fotograficzną:

I była to adaptacja, faktycznie, współczesna: oryginalny niedźwiedź stał się misiem Wojtkiem, rytualnie zaparzaną kawę zastąpiono watą cukrową, a – co krytyce zdało się najbardziej kontrowersyjne – w roli tytułowego Tadeusza obsadzono Ukraińca, Vitalyka Havrylę.

Spektakl zaczął się nietypowo. O dziwo nie usłyszeliśmy pełnego tekstu dobrze znanej i pamiętanej Inwokacji. Sztukę otworzyła rozmowa – świetnie zagranego przez Tomasza Augustynowicza – Gerwazego z Hrabią (Marcin Sianko). Dotyczyła słynnego konfliktu Horeszków z Soplicami. Bohaterowie są przerysowani i zabawni – Gerwazy jest starym zatwardziałym klucznikiem, hrabia wciąż przestraszonym lalusiem, Sędzia niepewnym siebie panem domu, Wojski bucowatym wujkiem awanturnikiem. To ten ostatni każe Tadeuszowi wykonywać ćwiczenia siłowe, które odbierają młodzieńcowi pewność siebie.

Polowanie na niedźwiedzia

Ujął mnie pomysł zamienienia przerażającej bestii z eposu Mickiewicza w potulnego Wojtka. Wspaniała, a zarazem żenująca scena, w której Zosia pyta misia, czemu nie nosi amunicji, jak pod Monte Casino, kieruje interpretację w stronę polskiej powiastki, legendy z lat wojennych XX wieku i łechtania męskiego ego. Szlachta zadowala się, strzelając do niedźwiedzia, współcześni wspominają walecznego Wojtka, noszącego amunicję, a wszystko to wydaje się uderzać w czułe struny dumy narodowej.

Kolejna odsłona pastiszu ma miejsce w scenie z Latarnika Sienkiewicza, wplecionego jako intertekst. Na scenie obserwujemy ledwie dukającego po polsku Skawinskiego, którego wzrusza polska epopeja. Po chwili zaś akcja przenosi się do karczmy, w której szlachcice gremialnie śpiewają Mazurka Dąbrowskiego, kalecząc słowa hymnu, w tle miga kotwiczka Polski Walczącej, logo któregoś z klubów piłkarskich, a Ksiądz Robak (Mateusz Bieryt) zachwala swoją częstochowską tabakierę, podkreślając do przesady, ze sam Dąbrowski 3 razy z niej zaciągał. Tabaka zaś, gdańska, więc prawie polska.

Pan Tadeusz w Słowackim był więc udaną próbą przedstawienia Polaków w krzywym zwierciadle. Tak samo jak oryginał miał napominać polską szlachtę i jednoczyć wokół wspólnej idei, tak teraz Klemm przypomina, by odważyć się na porzucenie sentymentów. Tożsamość narodowa wymaga takiego właśnie wytykania wad, a gra na płytkiej symbolice trąci populizmem. Kompleks kraju-mesjasza, który zrodził się pod piórem Mickiewicza, przeszkadza dziś narodowi nie mniej niż w XIX wieku.